Ogórkowe niemoce

Ogóreczki kiszoneDlaczego ogórek nie śpiewa…

Pytanie to, w tytule,
postawione tak śmiało,
choćby z największym bólem
rozwiązać by należało.

Jeśli ogórek nie śpiewa,
i to o żadnej porze,
to widać z woli nieba
prawdopodobnie nie może.

Lecz jeśli pragnie? Gorąco!
Jak dotąd nikt. Jak skowronek.
Jeśli w słoju nocą
łzy przelewa zielone?

Mijają lata, zimy,
raz słoneczko, raz chmurka;
a my obojętnie przechodzimy
koło niejednego ogórka.

Powalający tekst Gałczyńskiego o spragnionym osiągnięć wokalnych ogórku zainspirował mnie do rozlicznych refleksji, które dręczą mnie niemiłosiernie już od dawna- gdyż czuję się stałym rezydentem spiżarnianej półeczki.

Moja Żona- istna specjalistka od zamykania ogórków w słoiku i zalewania ich kwaśną kiszonką- spodziewa się zawsze delicji po upływie koniecznego procesu kiszenia, który przebiega w zimnej komórce i bez zbytniej- w jej mniemaniu- udręki nawiązywania osobistych kontaktów z ogórkami. Nie widać wtedy żadnych ogórkowych dylematów, można się po prostu rozgrzeszyć i zasiąść na fotelu w poczuciu dobrze spełnionego obowiązku… Nie trzeba przytulać, znosić, rozumieć i chwalić. Kisi się samo. Nabrzmiewa, dojrzewa. Po trzech tygodniach można otworzyć słoiczek i oddać się cudowności konsumpcji pysznego, gotowego korniszonka… A jak potrzymać w ciemności i zimnie dłużej- ogóreczek pięknie zakiszony traci już wszelki impet i twardość wewnętrzną. Wtedy jest najsmaczniejszy i świetnie komponuje się z wódeczką. Ogóreczek wówczas cieszy i znakomicie pełni rolę, jaką wyznaczyła mu natura.

Moja Żona nie zastanawia się nad dylematami ogórków. Moja Żona skupia się, żeby je dobrze przyrządzić. Im więcej ogórkowych pragnień i łez- tym więcej smaku. Niech się więc poddają pragnieniom- kiszonka wtedy lepiej pracuje, słone zmienia się w kwaśne… a produkt końcowy jest szczególnie pyszny.

Moja Żona mawia, że powinnością ogórka nie jest śpiewanie. Ogóreczek winien być pomocny w nadaniu życiu specjalnych smaczków. Powinien zmieniać kolor życia. Powinien także mieścić się pięknie w słoiczku i przydawać się we wspólnocie rodzinnej do określonych, związanych z konsumpcją celów.

Moja Żona, jak zwykle, wie, co mówi. Bo w ten sposób izoluje się przed depresją, którą z pewnością przyniesie ogórkowi ewentualne spełnienie jego pragnień- wypuszczenie go na wolność w celu osiągnięć wokalnych nie przyniesie ogórkowi nic, poza rozczarowaniem. Sam siebie zabije własną niemocą, zgnije i na koniec znajdzie się w brzuchu świnki, dokąd trafi wraz ze świńską kiszonką.

Ogórki trzeba umiejętnie kisić. Nie należy pozwalać im śpiewać. Po poddają się wtedy nieoczekiwanej samodestrukcji o niezbyt przyjemnym zapachu i kompletnie bez sensu…

Pragnienie nie determinuje efektu jego zaspokojenia. Trzeba jeszcze funkcjonować zgodnie z predyspozycjami. Wtedy to naprawdę Wysoka Sztuka.

Podziel się na:
  • email
  • Facebook
  • Wykop
  • Twitter
  • Blip
  • del.icio.us
  • Blogger.com
  • Tumblr
This entry was posted in Filozofia mojej żony, Gotowanie and tagged , , , . Bookmark the permalink.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*


*

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>